Weekend minal mi na sprawdzaniu po czym jeszcze moge sie porzygac. Okazalo sie, ze rowniez po "Tytaniku". Poza tym pogoda robi sie idealna na spacery, bo slonce nie robi mi juz z mozgu jajecznicy.
Wczorajszy dzien spedzilismy sprawdzajac, czy jak bedziemy gnic nad rzeka bez ruchu przez dluzszy czas, to zleca sie sepy. Zapomnielismy, ze tu nie ma sepow. Za to jest duzo much. Jest ich na tyle duzo, ze sepy wcale nie musza tu wystepowac. A oto i fotoreportaz z gnicia.






MaderWydrowa donosi zas, ze sila powstrzymuje sie od wchodzenia pomiedzy stoiska dla ciezarnych. Zakupocholizm zbiera swoje zniwo. Ponadto Pio probuje mnie przekonac, zebysmy po urodzeniu sie Mini-Wydra przeniesli sie na jakies 3 lata do kraju hamburgerow. Na razie moje mtysli najdalej wybiegaja do dnia jutrzejszego, i to w kwestii co zjem na obiad.
Wracam do "prywatnej praktyki".
Za malo mam dramatu w zyciu ;-P
|